z zanzibaru i jeszcze skądś
Blog > Komentarze do wpisu

can we share a taxi?

*

rosa siedziala naprzeciwko nas w pociagu. jako ze byla po drugiej stronie korytarza, nie moglysmy rozmawiac – bo nie chcialysmy do siebie krzyczec, poza tym rozmawialam przeciez z neboise. wymienialysmy jednak usmiechy oraz cieple spojrzenia. rosa troche gapila sie na ludzi, troche czytala brönte, troche spala, opierajac glowe na swojej fioletowo-rozowej walizce na kolkach.

nie moglam sie powstrzymac, zeby co jakis czas na nia nie zerkac. rosa jest bowiem nieskazitelnie piekna: ma dlugie blond wlosy zwiazane w niedbaly kok, drobny, waski nos nad pelnymi ustami, czarne wyrazne brwi nad granatowymi oczami i mala pikantna szpare miedzy zebami – zebami idealnie scietymi w perlowe prostokaty. rosa byla cudowna. i z cala pewnoscia byla sama – tak, jak ja.

gdy dotarlismy do haridwar, odwazylam sie (dzieki neboise) i zapytalam rose, czy moze przypadkiem jedzie do riszikesz (jesli by powiedziala, ze tak, wyrzeklabym sakramentalne: can we share a taxi?), niestety, rosa zostawala w haridwar. spytalam wiec, gdzie nocuje – a ona na to, ze tu i tu. podzielilam sie z nia obawa co do nocy w autobusie i rikszy, a rosa na to bez cienia wahania zaprosila mnie - nie dosc, ze do tego samego hotelu (gdzie zarezerwowala wczesniej miejsce), ale do tego samego pokoju – i do tego samego lozka.

wobec powyzszego, neboise poszedl w swoja strone z wladimirem, a ja pomaszerowalam raznie z rosa.

rosa jest z londynu i mowi z doskonalym brytyjskim akcentem, jakim moze wladac tylko ktos, kto jest: po pierwsze delikatny, po drugie madry, po trzecie zdecydowany, a po czwarte ma staly kontakt z obcokrajowcami, ktorzy nie do konca moga go zrozumiec, wiec musi mowic wyraznie i powoli. i tak jest w istocie – rosa (delikatna, madra, zdecydowana) pracuje w londynie z uchodzcami. koordynuje prace 30 wolontariuszy i przez calutkie 8-10 godzin swojej pracy trzyma reke na pulcie (blokowanie akcji deportacyjnych, staly kontakt z prawnikami, z prasa, z podopiecznymi, czyli klientami itd.). dziwi sie kazdemu, kto w pracy znajduje czas na facebook, quizy, youtuby, blogi - ona nie ma nawet minuty.

trzy lata pracowala na bliskim wschodzie – w jordanii i syrii, kontynuujac rodzinna tradycje – uczyla angielskiego. jej trzech kuzynow oraz ich matka, a ciotka rosy, wolontariacko ucza w szkolach trzeciego swiata – w etiopii, sierra leone, malawi, peru  - szczesciarze – maja zywe narzedzie pracy w ustach.

w jordanii rosa pozanala swojego meza yiasa, palestynczyka, muzulmanina, z ktorym od poltora roku mieszka przy oksford street – na quasi-sklocie przerobionym ze starego, ceglastego szpitala. mieszka – a raczej – mieszkala, bo kilka tygodni temu rosa wyrzucila yiasa z domu. dlaczego? bo uwaza, ze ten zwiazek nie ma przyszlosci. yias jest nieco mlodszy – ma inne potrzeby (zamiast wspolnego wyjscia do kina – playstation z kolegami), nie odnalazl sie wsrod rosy znajomych, nie traktuje zycia powaznie - albo na tyle powaznie, zeby rosa dobrze sie z tym czula. w dodatku muzyka, literatura, teatr, niezbedne rosie do zycia, sa yiasowi obce. yias jest za to piekny, czuly... rosa nie sadzi jednak, zeby ich problem wynikal z roznic kulturowych czy religijnych (przeciwnie, jest zafascynowana islamem i bliskim wschodem). rownie dobrze moglaby sie zwiazac z jakimkolwiek, bosko przystojnym, mlodszym, angolem z przedmiescia – i tez by pewnie wymiekla.

spedzilysmy wspanialy wieczor w swietym haridwar – omawiajac powoli rozne aspekty bycia w malzenstwie i poza nim. przyznam, ze doszlysmy do podobnych konluzji, ktore oczywiscie przemilcze. rozmawialysmy tez o jej pracy - jestem przeciez swiezo po lekturze "afrykanskiej odysei", wiec sluchalam rosy z wypiekami na twarzy (i lzami w oczach). poza tym dowiedzialm sie, ze rodzona siostra rosy jest anarchistka, mieszka we wlasnym domu w new castle, dom  jest wiecznie pelen rozmaitych aktywistow, ktorzy pomieszkuja u niej za darmo i przygotowuja rewolucje. siostra rosy niegdy nie leciala samolotem - szczerze samoloty bojkotuje - ze wzgledu szkode, jaka wyrzadzaja srodowisku.

nastepnego dnia rano, pojechalysmy z rosa do riszikesz. ja na joge, a ona z wizyta.

 

poniedziałek, 15 marca 2010, listyzpodrozy
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: mania, aaup190.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/15 17:59:38
- Nie ma takiego miejsca na Ziemi, do którego nie można nie dojechać środkami komunikacji publicznej lub rowerem - powiedziała moja nauczycielka jogi. I szczerze sprzedała rok temu samochód, myśląc o naszym biednym środowisku. Przesiadła się na rower, nawet jak ma do pokonania kilkadziesiąt kilometrów w jakiejś sprawie. Wyobraziłam sobie rodzinny wypad do naszej wioski - z rowerami, wózkiem dziecięcym, hulajnogą, rolkami, skrzynką z żarciem, trzema plecakami, nocnikiem itd., nie mówiąc już np. o worku cementu i 10 kg gwoździ - pociągiem do Jeleniej (bagatela 11 godzin!), potem taksówką na dworzec pks i autobusem w góry.
Chciałabym być jak moja nauczycielka jogi.
Chciałabym też być jak rodzona siostra Rosy. I móc szczerze bojkotować samoloty.
Ale (póki co) inaczej nie mogę. Pocieszające jest to, że jestem absolutnie z tym pogodzona.
Pozdrawiam, kochana. Czekam.
-
2010/03/15 21:11:28
kochana, śledzę, czytam. każdy podejmuje takie wybory, do których jest gotowy w danym momencie życia...po obejrzeniu filmu o koncernach paliwowych dewastujących lasy tropikalne, chociażby w ameryce południowej, zupełnie rozumiem taki punkt widzenia..xxx
-
Gość: Manomento, aaz60.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/16 09:11:26
A ja bym spróbowała takiego życia ;) Sprzedać w cholerę co się ma i ruszyć przed siebie.. Tylko za bardzo brakuje mi odwagi i towarzysza takiej podróży. Sama bym się nie odważyła, a przynajmniej nie pierwszy raz.
A ja za to jeżdżę komunikacją miejską i też jest fajnie - przynajmniej można pochłaniać Wysokie Obcasy i książki :) Rower też mam, ale trochę za bardzo boli mnie na nim kręgosłup :(
Kiedy byłam w Gdyni na Kolosach, właściwie każdy z tych podróżników wygłaszającyh prelekcje podróżował z rowerem (Indie, Patagonia, Bliski Wschód itd.) Niesamowite! Można! Da się, choć to większy problem, bo odpadają niejednokrotnie autka mogące podwieźć na stopa.

Nie uważam, żeby tak radykalnie wszystko bojkotować (choć każdy przecież ma swoją wizję życia). Można czasem polecieć samolotem, można użyć auta. Ciekawe, co w momencie wypadku? Też bojkotować helikopter ratujący życie? Karetkę? Czy nawet własne auto mogące dowieźć do najbliższego szpitala? W takich czasach żyjemy! Zawsze powtarzam, że wszystko z głową i nie dać się zwariować.
To tak, jak co niektórzy dziwią się w organizacji, w której pracuję jako wolontariusz (choć też ze słowami: "każdy ma swoje życie i dokonuje własnych wyborów"), że jem mięso. Ponieważ to organizacja ratująca zwierzęta. Ale nie dajmy się zwariować, tak? Czy to, że jem mięso ma mnie wykluczyć jako osobę, która może pomóc tym istotom, zapobiec okrucieństwu, uratować zwierzę? To nie jest wbrew mnie. Nie lubię wegetariańskiego żarcia, nie najadam się i choćby nie wiem, ile osób mnie przekonywało, mówiło i uczyło (pół mojej rodziny jest wegetariańska, więc znam temat od dziecka), to i tak nic to nie da! Będę jadła mięso i nawet nie mam ochoty próbować przestać. Ale to, że jem nie powinno mnie wykluczać z grona osób, które coś mogą zrobić dla zwierząt. Wiadomo, pojawiają się komentarze: bo jakbyś wiedziała, jak się to mięso robi, jakbyś wiedziała, jak się zabija, jakbyś widziała kiedyś... Tak, widziałam. Znam doskonale ustawę o ochronie zwierząt ze wszystkimi rozporządzeniami, także tymi dotczącymi zabijania, znam przypadki drastyczne, które trafiły przed sąd, znam historie z ubojni itd. Mogę wyliczać bez końca. I co z tego? To nie oznacza, że mam przestać spożywać mięso. Moim obowiązkiem jest zapobiegać takim przypadkom, zwalczać je, ujawniać, nagłaśniać.
To się wygadałam... ;) Ale jedno przesłanie z tego wynika: naprawdę róbmy wszystko z głową i nie przesadzajmy z radykalizmem i bojkotem :)

www.manomento.blog.pl/
-
Gość: Manomento, aaz60.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/16 10:07:56
PS. Wszystkiego najlepszego! ;) Fajnie spędzać swoje urodziny w tak niesamowitym miejscu :)

-
Gość: moniasia, 94-195-23-45.zone9.bethere.co.uk
2010/03/16 13:46:54
Ewo!!! Happy Birthday!!!! Reszta w karteczce urodzinowej, ktora jest w drodze na Zanzi, moze nawet juz czeka na Ciebie w Twoim "po boksie". Nie moge sie doczekac, kiedy w koncu wypijemy za Twoje/Moje/Nasze zdrowie w leafy Surrey :) Wyczekuje tego lata jak glupia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-
Gość: monia, host-89-229-208-221.kwidzyn.mm.pl
2010/03/16 18:07:15
Sto lat sto lat! Wiary, MIŁOŚCI, Nadziei, radości myślenia, satysfakcji tworzenia, triumfu zrozumienia! abyś znalazła szczęście, którego szukasz! cmok:*
-
Gość: madrugada, 117.241.217.13*
2010/03/17 08:02:07
kochane dziewczyny!
dziekuje za zyczenia i dziekuje za dlugie listo-komentarze - nic bardziej nie cieszy blogerki jak spory i pokazny feedback:) sciskam was jogistycznie, ew
-
Gość: Tess, 195.50.110.*
2010/03/17 08:56:01
Zawsze myślałam, że mogłabym napisac książkę złożoną jedynie z historii opowiedzianych mi przez ludzi - tych bliskich i tych zupełnie przypadkowych. Mogłoby z tego powstać kilka tomów, bo ja ponad wszystko lubię słuchać...Dobrze jest ocalić od zapomnienia kawałek czyjejś opowieści. Całuję Cię i czekam na Rocha.
-
Gość: madrugada, 117.241.217.13*
2010/03/17 09:51:06
ja tez marze o takiej ksiazce, tess - zwlaszcza, ze zycie nie szczedzi mi fascynujacych postaci dookola, kazdy, kogo znam ma NIESAMOWITA historie... chodzi tylko o to, zeby zdobyc sile (natchnienie) i czas na pisanie.... czego nam szczerze zycze.
-
Gość: mamix, chello089078243065.chello.pl
2010/03/18 22:34:34
Dopisuje sie do zyczen urodzinowych - szczescia, radosci, spelnienia marzen, wszystkiego co naj...
-
Gość: agness, 217.153.242.9*
2010/03/19 17:52:42
Ewu, tez chcialabym Ci zyczyc wiele dobrego. i zaluje naprawde, ze sie nie spotkalysmy na tej indyjskiej ziemi, ktora podobno oddycha calkiem inaczej, niz w pozostalych czesciach swiata... planuje jeszcze lipiec sierpien i wrzesien tam...wiec moze ustawmy sie jakos konkretniej, co?:)
-
Gość: tantawi, c3-71.icpnet.pl
2010/03/22 10:58:43
Ew, wszystkiego co najcudowniejsze, spełnienia w życiu, albo i nie - ciągłego głodu na nowe!
Spóźnione, acz szczere - z Poznania :)
-
Gość: madrugada, 117.241.217.15*
2010/03/23 13:47:39
dziekuje, dziekuje za zyczenia - z calego serca! i sciskam z goracych indii:)
ew