|
|
Blog > Komentarze do wpisu
* istotnie, gomutra to holy cow urine. oczywiscie, po pierwszch 20 mililitrach, ktore przelknelam po to chyba tylko, zeby miec co opowiadac wnukom, w mojej glowie nie powstala nawet smuzka mysli, zeby sprobowac jeszcze raz - kiedykolwiek. inne specyfiki ziolowo-sokowe lykam nadal i odliczam niecierpliwie dni do konca kuracji - ktory to koniec zbiega sie w czasie z moim wyjazdem do delhi i - po wyczerpujacym dniu zakupow na pahar ganji - wylotem na zanzibar, co nastapi juz niedlugo. chcialam dzis jeszcze popisac i poopowiadac, ale jakos klawiatura pali mnie pod palcami. mam troche slabszy (fizycznie) dzien i czuje, ze albo walcze z drobna infekcja, albo reaguje "oczyszczajaco" na ziola pana doktora, albo zbyt osobiscie odbieram pogode - noca wieja tu mocne wiatry, a dni sa przerazliwie upalne i suche (nici z przyjemnych chlodow pierwszej dekady marca). wobec czego wskakuje do lozka i koncze palina "himalaje" (wlasnie wkraczamy do buthanu). wtorek, 23 marca 2010, listyzpodrozy
TrackBack
Komentarze
Gość: Tess, 195.50.110.*
2010/03/24 12:14:49
Najbardziej podobało mi się: "zbyt osobiście odbieram pogodę":) jest to najlepsza definicja meteoropatii jaką znam!
Gość: mamix, chello089078243065.chello.pl
2010/03/24 17:28:54
Pewnie wszystko na raz ma swoj wplyw na Twoje samopoczucie, ziola, dieta, pogoda, tesknota. Trzymaj sie Ewa.
I popieram - tego krowiego "napoju" tez bym do ust nie wziela ;) |
Pozdrowka serdeczne z bardzo bardzo wiosennego Londynu :) choc dzis raczej pochmurnego...