|
|
Blog > Komentarze do wpisu
odjazd
jutro rano zarzucam plecak na grzbiet, lapie riksze na dworzec autobusowy i wybieram sie do delhi lokalnym busem. nie wiem dokladnie, o ktorej autobus odjezdza, ale w kraju tak gesto zaludnionym jak indie, transport publiczny jest w ciaglym ruchu i w ciaglej gotowosci do odjazdu, wiec mam nadzieje, ze ruszy w miare wczesnie. podroz ma trwac siedem godzin, z kilkoma przystankami na siusiu i jedzenie w przydroznych budach. dawno nie korzystalam z autobusu (pociagi w indiach sa wygodniejsze, ale na jutro nie bylo ani jednego wolnego miejsca) i tym chetniej pogapie sie na indyjskie krajobrazy wzdluz drogi (a nie wzdluz torow). wczoraj nie spalam pol nocy - mysli i leki ciely mi glowe z predkoscia odrzutowca. to strach przed kolejna samotna wyprawa do wielkiego, zatloczonego miasta, w ktorym za zadne skarby nie chce ladowac po zmroku, z ciezkim plecakiem i poupychanymi w torbie dolarami. a przeciez nie wiem, kiedy autobus z riszikesz odjedzie i nie wiem tez, o ktorej do delhi dotrze. pol nocy przerazala mnie wizja dyskusji z nieustepliwymi rikszarzami - ktorzy jak sepy kraza wokol ofiary, doskonale czujac, jak jest zmeczona i zagubiona i jak desperacko pragnie sie znalezc we wlasnym pokoju na pahar ganji. swoja droga wizja szukania czystego i taniego pokoju na pahar ganji tez mnie przerazala przez pol nocy. do tego fundowalam sobie inne kombinacje obaw oraz koszmarnych trosk: wyjatkowo nie wkrecilam sie w strach przed lataniem, pewnie zaczne wariowac jutro. pierwsze tego typu histerie nawiedzily mnie w manili, kiedy to jako matka prawie dwuletniego kajtka udalam sie w miesieczna i samotna podroz na filipiny, zeby "nabrac dystansu", "dowiedziec sie, kim jestem" i "jak funkcjonuje poza obiegiem zamknietym", jakim bylam ja plus moj najdrozszy synek. zamiast oczekiwanej wolnosci i udanego powrotu do ewy sprzed kajtka (rozesmianej, otwartej, wiecznie zaprzyjaznionej i zyjacej bez cienia - powtarzam - bez cienia, strachu o cokolwiek) - kulilam sie spocona na lozku i blagalam bogow, zeby juz wreszcie wrocic do domu, najlepiej droga ladowa, bo perspektywa lotu lokalnymi liniami do hongkongu, gdzie (na szczescie) przesiadalam sie w BA - doprowadzila mnie na skraj zalamania nerwowego. potem miewalam rozne paranoje - glownie lotnicze, ale tez te dotyczace mojej nierozwijajacej sie kariery oraz ustawicznego gorzknienia, nad ktorym nie jestem w stanie zapanowac. wczoraj jednak znowu siegnelam dna strachu. o piatej nad ranem obudzily mnie dzwonki maszerujacych po bruku mulow, ktore dzwigaja piasek, zwir i cegly na pobliska budowe. nastal dzien i wiedzialm, ze jakos sobie przeciez poradze (w tym strasznym miescie noca, sama i tak dalej). mialam dwie godziny do porannej jogi, siegnelam wiec po ksiazke (niewiarygodna "rzeke krwi. podroz do peknietego serca afryki" tima butchera), potem lyknelam ostatnia dawke ziol, pomasowalam brzuch, ubralam sie lekko i poszlam do govindy na ostatnia poranna lekcje. ps. zastanawiajace - czytam "afrykanska odyseje"- spotykam rose, ktora pracuje z uchodzcami, czytam "rzeke krwi"o kongo - spotykam wymuskanego belga. boje sie - i spotykam neboise...
czwartek, 25 marca 2010, listyzpodrozy
TrackBack
Komentarze
Gość: gosiaherc, ip68-101-254-151.sd.sd.cox.net
2010/03/26 16:59:15
nie odnajdziesz juz Ewy ktora niczego sie nie bala, bo ten brak leku i taka naiwna wiara w "niesmiertelnosc" jest obiawem mlodzienczego egocentryzmu, a ty jestes dojzala kobieta. Jestes i tak duzo odwazniejsza od wiekszosci matek jakie znam. Ja zostalam sama z Filipem na 7 miesiecy zaraz po przeprowadzce do Stanow, odrazu wyslalam wszystkim znajomym i rodzinie moj adres, numery rejestracyjne samochodow, numery telefonow do wszystkich przelozonych mojego meza, adres i numer telefonu Filipkowego przedszkola i zaznaczylam, ze gdyby nie mieli ze mna kontaktu wiecej niz dwa dni to maja dzwonic na policje ( calkowicie przerazalo mnie to, ze gdyby cos nam sie stalo to nawet by nikt nie wiedzial, ze potrzebujemy pomocy). Te wszystkie leki sa chyba naturalne jezeli wiesz, ze jestes odpowiedzialna juz nie tylko za siebie. Ja jak sobie pomysle o moich autostopowych podrozach to mi ciarki po plecach przechodza, absolutnie nie tesknie za Gosia ktora niczego sie nie bala.
2010/03/27 11:44:00
czytam o twoich zmaganiach ze soba i indiami :) i zazdroszcze. mnie, tak naprawde zadna cywilizacja nie pociaga. owszem jest pare miejsc, ktore chcialabym zobaczyc na ziemi, ale pozostaje to w sferze "chcialabym" ;) no i na pewno nie bylyby to indie, ktorych nie rozumiem. cwcze sobie niektore asany w domu, lubie wybrane indyjskie jedzenie, ale indie mnie przerazaja. jestem typowym przedstawicielem koltunskiego, zachodniego swiata ;) niemniej niesamowicie sie czyta twoje zapiski :)
Gość: madrugada, 122.177.17.19*
2010/03/27 13:08:14
tak, gosia, wiem, to na pewno chodzi o dziecko - odkad mam kajtka, zycie jest mi tak drogie, tak bezcenne, tak umilowane...i tak NIEZBEDNE...
barakudo, moze uda nam sie kiedys pocwiczyc joge razem?:) pozdrawiam, ew 2010/03/27 13:33:32
ewa twoje serce jest odwazne-dziala-jestes w indiach, sama.twoj zdrowy rozsadek podszeptuje wszystkie mozliwe scenarisze. mysle, ze nie trzeba ajurwedycznego lekarza :) zeby zauwazyc ze szukasz pomostu miedzy ta kim bylas a ta ktora sie stalas, stajesz od urodzenia syna.jestes nimi dwoma.
znajdziesz ten rdzen w sobie ewa.tylko nie mozesz siedziec na dupie i przemysliwac wszystko na 1000 sposobow bo wpedzasz sie w bledne kolo. zacznij zyc zycie dziewczyno.zejdz na ziemie.skoro nie musisz walczyc o utrzymanie, znajdz taka prace zeby pomagac innymi i podzielic sie swoim czasem i szczesciem. wybralas pozycje z boku.obserwujesz, popalasz , zapisujesz, przemysliwujesz skomplikowane metafory i konstrukty myslowe:) (tak, sa swietne) a tam dzieje sie zycie....za ktorym nie da sie ukryc tesknisz dziewczyno!:) pogodz sie ze soba.magda cielecka napisala w felietonie dla zwierciadla, ze znalazla spokoj jak zaczela zauwazac siebie w odbiciach zwyklych ludzi (musialabys przeczytac ten felieton) wszystkeigo dobrego ewa. |