|
|
Blog > Komentarze do wpisu
sama noca?* zeby dostac sie do riszikesz - gdzie zmierzalam - trzeba wziac pociag do haridwar (swietego, swietego, swietego miasta nad matka wszystkich hindusow – ganga). w haridwar trzeba przedostac sie na stacje autobusowa (albo zlapac taksowke), wsiasc w autobus do riszikesz i mniej wiecej po godzinie trafia sie na riszikanski bus stand. z bus standu bierze sie motoriksze i przez 20 minut szalonej jazdy wsrod spalin, krow i klaksonow, dociera sie do celu, czyli do laxman jhula, wiszacego mostu, laczacego wschodni i zachodni brzeg swietej gangi. waski most przeznaczony jest wylacznie dla ruchu pieszego: krowiego, malpiego, psiego, mulowego i ludzkiego (oraz motorowo-rowerowego). to wokol laxman jhula kwitnie zycie turystyczno-pielgrzymkowe: joga, ajurweda, tabla, cytra, medytacja, akupresura, taniec, hindi, masaze, tarot, swiatynie, swiete statuuy, om na ma shiva. niepokoil mnie fakt, ze pociag z delhi, w ktorym z nieklamana rozkosza sluchalam zwierzen neboise, dojezdzal do haridwaru wieczorem. sadzilam, ze uda mi sie jakos odbyc te cala droge do riszikesz: dworzec autobusowy, autobus, riksza, szukanie pokoju - samej, po ciemku, z plecakiem – po nieprzespanej nocy w samolocie. sadzilam, ze dam rade. jednak im nizej opadala idealna (meska) kula slonca nad plaskim, rozleglym horyzontem uttarakhandowych pol, tym bardziej zdawalam sobie sprawe, ze boje sie tego autobusu, tej rikszy i tego maszerowania po nocy z plecakiem w poszukiwaniu wolnego pokoju. wiedzialam, ze bedzie mi trudno znalezc miejsce, bo jest bizi koncowka sezonu, poza tym przyjechalam akurat na maha kumbh mela – jedno z najwiekszych hinduskich swiat pielgrzymkowych. neboise i jego przygodny towarzysz podrozy, wladimir z rosji - podobnie jak miliony innych ludzi - jechali do haridwaru ze wzgledu na swieto. dowiedzieli sie, ze bedzie darmowy nocleg w namiotach jakiegos teczowego guru i tam zamierzali sie udac. nocleg w haridwar stanowil dla mnie problem, bo rok temu spedzilam godziny na wizytowaniu kolejnych drogich (jak na indie) nor, w ktorych nie przylozylabym glowy do poduszki. uznalam wiec – jak sie okazalo – nieslusznie, ze w haridwar dobrze spac sie nie da. przez krotka chwile rozwazalam spanie w tym wieloosobowym namiocie neboise, wladimira (i milionow). opamietalam sie jednak – chcialam sie wyspac na czystym przescieradle i nie zamarznac. nie zabralam ze soba spiwora, ba, o jego zabraniu nie powstala w mojej glowie nawet najmniejsza mysl! na upalnym zanzibarze trudno jest sobie wyobrazic temperature siegajaca 15°C – a taka tutaj panuje noca. od nocnego obledu uratowala mnie rosa.
niedziela, 14 marca 2010, listyzpodrozy
TrackBack
Komentarze
nameste
2010/03/14 16:55:06
ojej, ojej: napięcie narasta!
2010/03/14 22:16:56
Ja też, domagam się wręcz!
Ja jechałam do Haridwaru kiedyś nocnym autobusem, i to nie byla jazda, którą chętnie wspominam. Za to z Rishikesh nie mogłam się wydostać przez tydzień, bo był strajk i autobusy nie jeździły, a gdy zaczęły jeździć, nie szło się do nich dostać. Pamiętam nocne wędrówki przez śpiące Rishikesh, przez most i kawał drogi dalej po to, aby się przekonać, że dzisiaj znowu nie wyjedziemy. I tak z 4 noce z rzędu;) |