z zanzibaru i jeszcze skądś
Blog > Komentarze do wpisu

u lekarza ajurwedycznego

*

korzystajac z dosc niezwyklego i – jak to bywa – przypadkowego, spotkania w kafejce internetowej, gdzie pewnego wieczoru trafiam na kobiete o glebokim, spokojnym glosie, siedzaca w przyciemnionym kantorku i nawijajaca po polsku z przyjaciolka przez skajpa o prawidlowej diecie, ziolach, wyleczonej kandidzie i serii zabiegow, jakie zalecil jej wybitny riszikanski lekarz ajurwedyczny – poprosilam kobiete, gdy skonczyla rozmawiac, o kontakt na tego lekarza. wymienilysmy sie oczywiscie telefonami, zeby umowic sie na pyszna i zdrowa kolacje – i zeby pogadac w ojczystym jezyku. ela, bo tak ma na imie kobieta o pieknym glosie, siedzi w riszikesz od listopada (“to strasznie dlugo” – mowi) i szczerze powiedziawszy, namiar na sprawdzonego naturopate to jedna wazna sprawa, a rozmowa z ela, ktora cos waznego i tajemniczego robi w polnocnych indiach od ponad pol roku – to sprawa druga i chyba wazniejsza.

najpierw umowilam sie z lekarzem (z ela probowalam na dzis, ale na dzisiejszy wieczor lekarz znowu wyznaczyl jej wizyte – poszlam wiec na kolacje sama).

gabinet doktora nand lal kothariego miesci sie na tylach zielarskiej apteki jego brata. panowie rzecz jasna scisle ze soba wspolpracuja, lekarz bada, aptekarz miesza ziola i wyznacza godziny wizyt.

lekarz przebadal mnie dosc dokladnie – oczywiscie czytal z pulsu – najpierw lewej reki, a potem prawej (a moze odwrotnie). lupa zajrzal mi w oczy, pod lupa obejrzal moje paznokcie, osluchal mi pluca stetoskopem i kazal pokazac jezyk. zadal mi tez mase wnikliwych pytan: (glownie) o kupe, menstruacje, sen i przebudzenia, libido, choroby rodzicow, dolegliwosci, infekcje waginalne, poziom stersu w zyciu, jakie wiode (w skali od 1-10) itd.

powiedzialam mu, ze kupa jest w porzadku (w sensie, ze codzinnie) – choc niestety po sniadaniu, a wlasciwie po kawie. ze cykl menstruacyjny mam dosc krotki i niecierpliwy (jak ja sama). ze zasypaim natychmiast, choc budze sie w nocy przynajmniej raz, kiedy to kajtek uskutecznia swoja sciezke lunatycznego dziecka stadnego i przylazi do nas do lozka nad ranem. ze budze sie roznie – czasami wypoczeta, ale przewaznie zbyt wczesnie obudzona zlowrogim odglosem mowiacego budzika (“it’s 6.50 – time to get up, it’ s6.50 – time to get up”). ze libido od lat nie moze odbic sie od suchego dna pologu. ze mama choruje na schizofrenie, a tata jest cholerykiem – wscieklym i latwozapalnym, ale o golebim sercu. ze najwidoczniejszym problemem, z jakim tu przyszlam, jest wzdyymajacy sie jak beben brzuch (bez ujscia gazow) i ze tuz pod splotem slonecznym zoladek ciazy mi czasami jak kamien. oraz ze miewam migreny. infekcje waginalne – grzybowe i w normie kobiety po trzydziestce w dwudziestym pierwszym wieku. a poziom sttresu ocenialm na 3.

ostatnie pytanie lekarza brzmialo : “co jest twoim najwiekszym pragnieniem/marzeniem/celem w zyciu?”. probowalam wysilic wyobraznie i dyskretnie szczypalam sie w policzki, zeby wyartykulowac jakies madre zdanie, ale wobec przeciagajacej sie ciszy – na milosc boska, takiego pytania nie oczekuje sie podczas wizyty u lekarza, poza tym nie wiedzialam czy chodzi mu o jedno zyciowe pragnienie teraz, ostatnio, czy na przyklad za kilka lat, jak odchowam syna – surowy i zasadniczy doktor nand, machnal reka i nie doczekawszy sie odpowiedzi, narysowal dluga biala linie w karcie pacjenta, ktora podsumowal badanie.

(a co wy byscie odpowiedzieli lekarzowi na to fundamentalne pytanie?)

okazalo sie, ze mam zaburzona rownowage miedzy dwoma kanalami energetycznymi (z trzech istniejacych wedlug ajurwedy) – vata (powietrze) i pitta (ogien), przy czym najwiekszy klopot mam z vata, dziedziczona po kadzieli. powietrze w moim ciele nie krazy swobodnie. jestem sucha. brak mi mineralow (magnezu, potasu, wapnia) . powinnam przestrzegac diety i unikac m.in. bialego cukru, bialej maki, czekolady, kawy, kapusty, kalafiora, grzybow, oberzyny, soi, alkoholu, slodkich jogurtow, potraw smazonych na glebokim tluszczu itd. moge za to jesc wszystkie inne warzywa i owoce. powinnam zastosowac ajurwedyczna mieszanke ziolowa – do wymieszania przez brata farmaceute. do tego mam pic na czczo mieszanke trzech sokow – aloe vera, amalaki i gomutra, na czczo mam tez cwiczyc (i masowac brzuch), oddychac naprzemiennie i nawilzac cialo olejkiem vata. ziola mam lykac po jedzeniu.

pan doktor zaproponowal mi rowniez serie kilku specjalnych masazy (pepka i czola) – ale kazdorazowy zabieg wycenil na zawrotna sume 950 rupii (ok.20$), co przekracza moj budzet.

i musze wam powiedziec, ze stosuje sie do zalecen lekarza, pije te cuchnace ziola, pije soki – ale obrzydzenie wykreca mi twarz. zwlaszcza ta gomutra smierdzi przenikliwa wonia amoniaku z najgorszego wyciagu szczyn – i cos mi sie wydaje, ze jest szczyna w istocie, bo  na etykiecie narysowana jest brazowa krowa siedzaca na kupie gnoju…

 

 

 

sobota, 20 marca 2010, listyzpodrozy
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: iv, d49-166.icpnet.pl
2010/03/21 11:11:14
No coz mysle ze unikanie oberzyny (czy to jest inna nazwa baklazana?) nie jest strasznym wyrzeczeniem. No i wychodzi na to ze braki na Zanzibarze dosyc powinny Ci sluzyc :) Pozdrawiam serdecznie!
-
2010/03/22 08:19:51
fantastyczne przygody masz w tych indiach ewa.
wiesz z realizowaniem siebie nie trzeba czekac az sie odchowa syna, az sie zrobi to lub tamto...-moze wlasnie dlatego jestes sucha?:) w college poznalam fantastyczna mitsue-japonke, matke, zone, kelnerke-ma 2 letnia coreczke, part-time prace i full time college.kolejna dziewczyna ma 3ke dzieci.soki plyna w moich rownolatkach ze ho, ho.uwierz w siebie.nie szukaj wymowek.chinskei przyslwoie mowi-nie masz czasu dodaj sobie zadan! jestesmy w stanie przezyc kazda dobe na maksa.
co z twoim pomyslem zeby zostac polozna? choc ostatnio czytalam ze wpadlas na nowy trop nauczyceilki jogi-zrob cos wreszcie dziewczyno!:))))i nie szukaj wymowek:)
-
Gość: Manomento, aaj5.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/22 08:36:48
No to trochę rzeczy jeść nie powinnaś ;) Dużo tego w sumie... Ale czego nie robi się dla zdrowia. Jak widać, można nawet i krowie siuśki pić jak się nie wie w 100%, czy to one. Oby Ci to tylko nie zaszkodziło na Twój europejski żołądek.
Ostatnio byłam na wykładzie podróżniczki, która samotnie na stopa zwiedziła wszystkie najniebezpieczniejsze kraje typu Pakistan, Tadżykistan itd. Wiele przygód, wiele policji, wojska i niemiłych sytuacji, ale udało się. Niemniej chciałam opowiedzieć pewną historię. Kobieta siedziała w wiosce, gdzie domy lepiło się z odchodów krowich (jak też w wielu miejscach Afryki) wypiekanych w piecu. I może nic nie byłoby w tym dziwnego, poza tym, że tymi samymi rękoma, w tym samym piecu, kobiety wypiekały też placki do jedzenia. Wcześniej, nie umywszy rąk, wyrabiały ciasto. Podróżniczka się pochorowała, oni także mieli non stop rozwolnienie, zastanawiając się - ską ono jest? Może zatem warto uważać na tego typu mieszanki wybuchowe? Z drugiej strony... co nas nie zabije, to nas wzmocni, nie? ;) A może właśnie będzie dobrze :)

Co do pytania... Ja wolę na to nie odpowiadać. Od wielu lat zastanawiam się nad celem mojego życia i po prostu go nie mam. Smutne, ale prawdziwe. Żyję dniem dzisiejszym, bez planów, bez celu i bez dążenia do jego realizacji. Może kiedyś... ;)
Pozdrawiam!

www.manomento.blog.pl/
-
Gość: Dar-Anka, 41.223.4.3*
2010/03/22 18:55:26
Dzięki, dawno nie otrzymałam tak ogromnej porcji tak szczerego śmiechu. Uwielbiam Twoje poczucie humoru (może niezamierzone (?), ale to jest to!) Dobry post! Naprawdę, czyta się wyśmienicie. Głośno czytałam mężowi, który równie szczerze się śmiał. Mimo całej powagi sytuacji (bo zdrowie to poważna sprawa), piszesz w rozbrajający sposób w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Pozdrawiam gorąco z całkiem nudnego natenczas Dar es Salaam.

P.S. A może rzeczony doktor sam poszukuje odpowiedzi na rzeczone pytanie i ma nadzieje, że nasunie mu się owa odpowiedź wraz z przypadkową odpowiedzią któregoś z pacjentów?
-
Gość: Dar-Anka, 41.223.4.3*
2010/03/22 19:25:36
Dzięki, dawno nie otrzymałam tak ogromnej porcji tak szczerego śmiechu. Uwielbiam Twoje poczucie humoru (może niezamierzone (?), ale to jest to!) Dobry post! Naprawdę, czyta się wyśmienicie. Głośno czytałam mężowi, który równie szczerze się śmiał. Mimo całej powagi sytuacji (bo zdrowie to poważna sprawa), piszesz w rozbrajający sposób w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Pozdrawiam gorąco z całkiem nudnego natenczas Dar es Salaam.

P.S. A może rzeczony doktor sam poszukuje odpowiedzi na rzeczone pytanie i ma nadzieje, że nasunie mu się owa odpowiedź wraz z przypadkową odpowiedzią któregoś z pacjentów?
-
2010/03/23 14:47:17
oj, kasia, kasia, tak potrzeba mi czasem tych aktywitacyjnych slow!
ciagle chce byc polozna, ale (ze zapytam bezradna jak dziecko) jak mam sie uczyc poloznictwa na zanzibarze? oczywiscie, dla chcacego nic trudnego, wiem. tylko sily trzeba miec! a ja je powoili zbieram i powoli dystrubuuje....
na razie joga jest o wiel prostsza do wyuczenia w dodatku dosc latwo dostepna na zanzi (oprocz grupy cwiczacych kobiet, zawsze mam swoja wlasna mate i wiem, jak cwiczyc:)

pozdrawiam cie, kas, i bardzo podziwiam za te twoje nowe, kosmiczne studia...

manomento!
jak sie ciesze, ze znow napisalas! i to prawie list! sciskam cie i pewnie sie zobaczymy w sieradzu (tak?)!

dar-anko!

musze ic powiedziec, ze z biegiem czasu i ku mojemu szczeremu zdumieniu, POCZUCIE HUMORU - uznaje (uznalam) za jedna z najwazniejszych cech ludzkich. maz (chlopak, partner) bez poczucia humoru to zgroza! przyjaciolki, z ktorymi nie mozna sie posmiac - to zgroza! i czlowiek, sam w sobie i dla siebie, bez poczucia humoru - to zgroza. wiec tym bardziej wesela moja ponuracka mine twoje spostrzezenia i mam nadzieje (graniczaca z pewnoscia), ze sie w kwietniu wspolnie posmiejemy na zanzibarze (czyz nie?)!

ew
-
Gość: Manomento, aal247.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/23 15:03:46
Pewnie, że się zobaczymy :) I Sylwię poznasz, bo też czasem czyta Twojego bloga, wspólnie zdjęcia oglądamy, opowiadam jej :) Już się nie mogę świąt doczekać, ale my zostajemy tylko do poniedziałkowego poranka. Potem śmigamy do Kazimierza Dolnego na czekoladę u Dziwisza.

PS. Chciałabym umieć się śmiać, mieć poczucie humoru, chciałabym być też taką partnerką. A jednak... nie wychodzi :( Smutne, ale prawdziwe :/

www.manomento.blog.pl/
-
Gość: huron, cyo250.internetdsl.tpnet.pl
2010/03/25 10:57:27
.doktore zadał fundamentalne pytanie. pragnienia, zwłaszcza mało osiągalne katalizują spalanie wewnętrznego ognia, duszą z braku "swobodnego" powietrza, a nasza kondycja psychiczna ciągnie za sobą nierozerwalnie fize.
melisa i kanabinol ;), a na deser kawa z czekoladą i podwójny rum.

spóźnione gorące urodzinowe naj naj
całusy
m.
-
Gość: madrugada, 117.241.217.*
2010/03/25 16:31:17
drogi m.!
po wszelkie uzywki mam nadzieje siegnac z toba w najblizszym czasie (lacznie z czekolada i rumem):) bedziesz w swieta (i po swietach) w s.?
dzieki za zyczenia,
ew