|
|
Blog > Komentarze do wpisu
elvis i list od taty* mój tata kupił sobie laptopa, do którego niedawno podłączyliśmy internet. wprowadziłam ojca w świat wirtualnych spotkań, poczt, gazet, wikipedii i youtuba, choć pewnie i tak sam by ten świat odkrył. jako że tata, bardziej niż cokolwiek innego (poza nami), kocha muzykę, cieszy się z netu ogromnie, bo - wiadomo - w necie znajdzie (się) wszystko, a zwłaszcza znajdzie się mnóstwo na temat kinga, jakim od zawsze był w naszym domu ELVIS. hasła w domofonach, hasła pozwalające uwolnić się z ojcowskich objęć, hasła w bankach i hasła w telefonach, padre sprowadził do pięciu liter, których złożenie w całość: ELVIS, pozwalało otworzyć się sezamom. jednym z najwcześniejszych wspomnień z naszego dzieciństwa są sobotnie popołudnia, kiedy to mama pastowała podłogi, ojciec kroił sałatkę na niedzielę, a my siedziałyśmy przy małym kuchennym stole (rysując baletnice i księżniczki) i słuchałyśmy cudem zdobytych (w tamtym czasie) koncertowych płyt elvisa. naszą ulubioną piosenką było "are you lonesome tonight", przy którym king dostał napadu śmiechu i nie mógł spoważnieć, więc śpiewał ze śmiechem - ze śmiechem - jak wmówił nam padre - który wywołała mała wówczas i rozkoszna lisa marie. wczoraj dostałam od taty pierwszego mejla zatytułowanego - jakże by inaczej - "love me tender", zawierającego tradycyjną częstochowską rymowankę (jeszcze nie umilkly wasze slodkie glosy, a juz serce wyje wnieboglosy!!! jeszcze na ekranie pamieci tkwi wasz slodki wizerunek, a mnie juz trawi tesknoty frasunek!!!). odpisałam więc, zgodnie z prawdą, że właśnie siadałam do kompa, żeby dać mu znak życia, a poza tym - napisałam również zgodnie z prawdą - że jak po polsce weszłam do domu na zanzibarze, to pierwszą płytą, jaką włączyłam do słuchania, było greatest hits elvisa z "love me tender" na początku. strasznie tego elvisa przeżywałam. śpiewał okrutnie pięknie i oczywiście myślałam o tacie i o mamie: bo można o nich powiedzieć dużo trudnych rzeczy, ale z całą pewnością przez całe życie czułam się kochana oceanem miłości, co dało mi wielką życiową siłę i co niezmiennie mnie wzrusza.
niedziela, 02 maja 2010, listyzpodrozy
TrackBack
Komentarze
l2112l
2010/05/02 19:05:47
U mnie w domu było baardzo podobnie! Jak byłam mała uwielbiałam stary gramofon na którym puszczałam którąś z płyt z kolekcji mojego taty a jego ulubionym wykonawcą był oczywiście Elvis. :) Do dziś kocham wracać do jego piosenek i zawsze wspominam jak oglądałam wspólnie z tatą film o Presleyu (nie pamiętam tytułu ale składał się w większości z opowieści żony i córki) i na samym końcu płakaliśmy jak dzieci! Szkoda że teraz tak trudno o takich wykonawców! Pozdrawiam:)!
Gość: Manomento, host-81-190-90-231.gdynia.mm.pl
2010/05/02 22:44:18
Tak... A u mnie za to cała dyskografia z Pana Kleksa i bajki na płytach winylowych typu "Czerwony kapturek". Muzyki nie było, zatem Elvisa nie znam i jakoś niezbyt mi podchodzi, jak już gra ;) Muzyka pojawiła się później, znacznie później...
Pozdrawiam! www.manomento.blog.pl
Gość: madrugada, 41.78.1.19*
2010/05/03 07:56:41
ależ u mnie też był pan kleks i winylowe bajki-grajki, które dziś (ku mojemu zachwytowi!) są wznowione i słuchamy z kajem namiętnie!
2010/05/10 07:32:19
Cześć Ew, u mnie z kolei "zakazane piosenki" Orkiestry z Chmielnej, oraz Mieczysław Fogg, koncert życzeń z TVP oraz wojenne filmy oglądane z Dziadziem... Zmuszałam go do rysowania mi domków, a jaka byłam szczęśliwa, jak już go narysował. To był taki nasz mały świat, bo ja chciałam wiedzieć jak wyglada dom jego marzeń, zawsze było tam poletko z roślinkami uprawnymi i pies , a on działkę swą i wszelkie stworzenia kocha do dziś, a ma już 80 lat. Ojca nie miałam, więc to z nim wiążą się moje "ojcowskie" dziecięce wspomnienia.
|