|
|
Blog > Komentarze do wpisu
oswajanie pisania* zapomniałam już, jak to jest, gdy po długiej przerwie siada się do klawiatury, długopisu, zeszytu czy kartki. komputer jeży się przede mną, trzeszczy, sapie i jest mi tak okropnie obcy. może więc dla oswojenia pisania dzisiejszy wpis rozpocznę od tego, co się aktualnie wobec mnie dzieje – rozpocznę - a może też i na tym rozpoczęciu zakończę, nie wiadomo przecież, czy w trakcie się rozpiszę czy raczej rozproszę. nie pisałam nic w polsce (poza tekstem o latarniach morskich dla dziewczęcego czasopisemka, na nieswoim komputerze, w kuchni, której drewniana podłoga daje ciepłe oparcie stopom, radio gra po cichu na parapecie, w zlewie brudne naczynia piętrzą się od rana i które pozmywam jutro, przez okno w dużym pokoju widzę mętnie tlącą się z południa wartę, forsycje za oknem z dnia na dzień coraz bardziej się jaskrawią, a beta każdego ranka daje nam świeży czarny chleb z gazetą), w indiach też pisałam niewiele (więcej ćwiczyłam milczenie i czyszczenie życia niż paplałam), teraz na zanzibarze wpadłam w cudowny stan pracy (po dwóch latach katorżniczej emerytury), codziennie jeżdżę do matemwe, pracuję, ogarniam służby i prawa pracownicze, uczę i wdrażam w system, odkurzam, maluję, woskuję podłogi, myję szyby, szoruję kible, padam na ryj (dziecko czasami odbiera mi analuz, mama najlepszego kumlpa kajtka, ziggiego, więc mogę siedzieć na budowie od rana do wieczora, co mnie wprost nieprzytomnie uszczęśliwia) i właśnie w tej chwili pierwszy raz od dawna mam okazję usiąść przed komputerem (w słoneczne popołudnie, z niną simone, kontrabasem i fortepianem, dziecko biega beztrosko wokół domu z kolegami, jeden jest brązowym holendrem, drugi białym jak śnieg finem, wszyscy trzej porozumiewają się ze sobą w obcym, nie macierzystym języku i być może dlatego, ze uzywaja mowy ciala zamiast slow, tyle się ruszają, tyle smieja, krzyczą dziko i jedzą gargantuicznie wszystkie rodzaje pokarmów zdatnych do spożycia), bo właśnie dziś jakimś cudem udało nam się zdążyć – i przyjęliśmy do sunshine pierwszych gości, otwierając dla nich idealne, prześliczne i wypucowane pokoje nad samiutkim lazurowym oceanem, doskonale zaopatrzony bar i kuchnię z szefem - egzotycznym panditem. cudem zdazylismy – bo jeszcze wczoraj ciekły kible, główną rurę doprowadzającą wodę do pokoi przecięli kilofem ogrodnicy sadzący palmy i bugenwille, firanki były pogniecione, moskitiery doszywane, a recepcja w cementowym pyle, w gruzie i chaosie. zanim wyruszyłam w powrotną drogę do stone, żeby punkt czternasta odebrać ze szkoły kaja, zdążyłam jeszcze uścisnąć dłonie nowo przybyłym i zobaczyć, jak gotowa crew wręcza im powitalne dafu, czyli świeżego kokosa z palm nad bungalowami. i jako że ostatnio nie pisałam, ergo nie używałam słów do określania świata wewnętrznego trzydziestoczteroletniej kobiety, a mówiłam nie o imponderabiliach, lecz o konkretach: budulcach, cemencie, fundamentach, rurach, woziwodach i dostawcach krewetek - dziwnie (obco) poczułam się przed pustą, białą kartką, tego słonecznego popołudnia - zwłaszcza, że nie wiem, kiedy uda mi się tu powrócić. * dlatego tak bardzo lubię mieć stały rytm (nie tylko pisania) - żeby unikać trudnych powrotów
czwartek, 20 maja 2010, listyzpodrozy
TrackBack
Komentarze
2010/05/23 13:38:51
bardzo bym chciala, zeby goscie byli zadowoleni - robimy wszystko, co w naszej mocy i dbamy o nich jak tylko o goscia dbac sie da... wlasnie wrocili z wycieczki pod zaglem i siadaja do kolejnego obfitego lanczu...
sciskam, ew
Gość: paspartoo, aeby244.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/05/23 19:21:43
:) Tak trzymaj niebieskooka.
kate 2010/05/24 10:25:42
Witaj, zajrzałam do Ciebie wiedziona linkiem z moich statystyk, czasem sprawdzam, bo a nuż 'spotkam' w przestrzeni wirtualnej kogoś ciekawego... cieszę się, ze tu zajrzałam, dodam do ulubionych i mam nadzieję na wiecej wpisów. Pozdrawiam
Gość: Tess, 195.50.110.*
2010/05/26 10:41:32
Zaczęłaś używać strasznie trudnych słów:) czy to taki symptom trudnego powrotu?
Całuję i cieszę się z Tobą z tych pracowitych dni i z udanego startu Matemwe Sunhine (czy odwrotnie?) 2010/05/26 11:56:02
Najpierw Sunshine, potem Matemwe i Zanzibar!
Dziekuje za wizyte i za dobre slowo - pisze obecnie z kompa w recepcji Sunshine, gdyz niezmiennie nie moge uzywac komputerow domowych - nic nie przechodzi dalej (poza gmailem)... Jestem, mysle, pracuje, sciskam i czekam - na sierpien, na ciag dalszy wydarzen i nowe (nie tylko) wirtualne znajomosci:) ew lew |
Sciskam poznańsko i pioruńsko mokro w tym mieście...